Miesiąc „po” diecie. Czy efekt jo-jo to ściema?

image-65-768x768Dzisiaj dokładnie mija miesiąc od podjęcia walki pozbycia się moich ostatnich nadprogramowych kilogramów. Ponieważ podsumowanie akcji chudnę z głowa znajdziecie na blogu w innym wpisie- dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi obserwacjami po zakończeniu diety, nawiązać do efektu Jo-Jo i oczywiscie odpowiedzieć na pytanie, czy udało mi się tą wagę utrzymać.

Zdaje sobie sprawę, ze 5 kg to mała liczba, ale w moim przypadku była to ilosc kilogramów niemożliwa do zgubienia. Niedobre coś  ( czytaj oponka pociążowa) obsadziła się naokoło mojego brzucha i za diabła nie chciało zniknąć. Mimo ćwiczeń, rożnych diet i innych metod waga stała w miejscu. O moich doświadczeniach z dieta i suplementem marki Trizer dowiecie się klikając na poniższy link:

Podsumowanie Chudnę z głową z suplementem Trizer- 5 kg mniej!

Dzisiaj jednak będzie wiecej słów po całej akcji zażywania suplementu Trizer. Jak zmieniło się moje życie, czy kilogramy wróciły i co o tym wszystkim sądzę.

Pędze z odpowiedzią, że waga stoi w miejscu, ja czuje się Swietnie i tak samo uważam, że wyglądam. Wraz z każdym traconym wczesniej  kilogramem wzrastała wiara w moje możliwości i ogólne poczucie wartości. Każdy tydzien diety sprawiał, że ja sama wyglądałam lepiej- z powodu diety, która została dla mnie opracowana. Wreszcie jadłam pełnowartościowe posiłki, czyli takie które zawierały dużo warzyw i zbilansowanych składników. Niby banalnie proste, niby wiedziałam o tym doskonale- ale dlaczego nie wprowadziłam tego w życie wczesniej? Moja cera stała się piękna, włosy miękkie i błyszczące- cała promieniowałam  od środka. To co jadłam procentowało promiennym wyglądem na zewnątrz.

Musiałabym być skończoną idiotką, aby nie chcieć tego pernamentnie.

Miesiąc diety nauczył mnie innego odżywiania, sprowokował mnie do poszukiwania innych, zdrowszych dań i zamienników. Moje zmiany objęły nie tylko wygląd mojego talerza, ale zaczęłam sie baczniej przyglądać temu co jedzą moje dzieci, i co znajduje się w lodowce. Zaraziłam wieloma zdrowymi nawykami mojego przyszłego męża, który również zaczął ograniczać niezdrowe jedzenie. Zaprzyjaźniłam się na całego z kuchnią i większość produktów, które trafiają do naszych brzuchów przyrządzam sama.

Oczywiście nie jest to tak, że teraz przez resztę życia będę na specjalnej diecie. Fakt, zmieniłam całą  moją żywieniowa filozofię, ale pozwalam sobie od czasu do czasu na jakis mały grzeszek. Po którym i tak zazwyczaj czuje sie kiepsko, ale przynajmniej nie mam presji, że muszę czegoś sobie odmawiac. Nie czuje presji, że coś muszę, ale chcę. Bo sprawia to dobro i przyjemność mojej osobie. Prawdą jest to, że zmiany w swoim życiu należy rozpocząć od siebie. Ten mały krok w stronę lepszego ja powoduje lawinę zmian w naszym życiu.

Ten miesiąc diety nauczył mnie mądrego żywieniowego myślenia. Jestem pełna energi i dobrych chęci, aby zdobywać i szerzyć wiedzę. Aby odkrywać i zmieniać na lepsze nie tylko moje otoczenie. To dla Was powstawały zdrowotne wpisy i przepisy. Dziekuje, że  z takim zainteresowaniem je czytaliście i towarzyszyliscie mi w tych zmianach.

A sam efekt Jo-Jo? Zawsze uważałam, że jest to wymówka. Nie wyobrażam sobie miesięcy wyrzeczeń i pilnowania się pod względem diety, aby potem powrócić do wcześniejszych nawyków i pożerać wszystko to, czego jeść się nie powinno. Dziwi mnie to, że takim osobom nie jest żal wcześniejszych działań. I mimo, że moja dieta nie wymagała ode mnie nie wiadomo jakich wyrzeczeń, nie wyobrażam sobie powrócić do starych i złych nawyków żywieniowych. Po co psuć to co okazało się dobre i zbawienne? Zatem koniec  z wymówkami 🙂